Recenzje

Czerwony pył - Jian, Ma

Bywają dni, kiedy wszystkiego ma się dość. Kiedy głuche krzyki do ścian powodują, że te ściany oddają cały wykrzyczany ból z ogromną siłą. Wówczas, z tego bólu, pojawiają się w oczach czerwone mroczki. To sypie się miałki pył. Czerwony pył iluzji. Iluzji – Absurdu świata, na którego istnienie zezwalamy. A gdy fałsz staje się rzeczywistością, czym wtedy jest prawda?

okładka książki

Historia Pana B.

„Spal tę książkę!" Tak brzmią pierwsze słowa nowego Barkerowego tworu. Być może było to jedyne mądre zdanie w tej książce. Najwidoczniej autor sam zdaje sobie z tego zdaje sprawę, bo powtarza je wielokrotnie aż do znudzenia. Barker rzekomo przekomarza się z czytelnikiem, wplatając te słowa w usta demona, tytułowego Pana B. Demon jawi się być lepszym od całego świata, jaki go otacza, zaś autor w ten sposób chciałby skusić do przeczytania książki - działając na prostych, wręcz dziecinnych, zasadach psychologii i perswazji negatywnej.

okładka książki

Runy

Pamiętam, że gdy byłem młodszy, często czytałem książki, które sprawiały, że w ogóle nie chciałem dorastać. Runy Joanne Harris nie jest jedną z takich książek.

Ale z kolei kiedy dorosłem, trafiałem na książki, które sprawiały, że chciałem znów mieć kilkanaście lat, mieszkać w jakiejś małej, zapomnianej przez świat mieścinie, lub wiosce i przeżyć swój szary żywot od początku. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej wierzyć w baśnie i legendy oraz w to,że rzeczywistość może być barwna. Runy Joanne Harris są taką właśnie książką.

okładka książki

Nikt nie jest samotną wyspą - Thomas Merton

Dobre wychowanie uczy, żeby nie obgadywać osoby trzeciej – zwłaszcza gdy nie bierze ona udziału w dyskusji, lub jest nieobecna. A co jeśli osoba trzecia jest wszechobecna? Nie chodzi o przytłaczającą wszędzie występującą osobowość, ani o charyzmatyczną personę. Chodzi o przypadek, kiedy – nawiązując do źródeł – osoba, o której mówimy, jest zawsze i wszędzie...

okładka książki

Spook Country - w kraju agentów.

Dlaczego czytam Gibsona? Bo jest znany ze stworzenia przynajmniej dwóch gatunków literackich. Dla wielu jest guru, który tworzy słowne amalgamaty, alternatywne metafory, kreśli obrazy neonu, rdzy, szkła i stali. Ma swój charakterystyczny, niepowtarzalny styl. Miesza udanie kulturę popularną z historyczną nostalgią i sztuką nowoczesnego miasta. W jeden organizm łączy niemal elektroniczny zapis ludzkiej, racjonalnej myśli i duchowości religijnej wywołanej stanami podświadomości bądź ciężkimi niczym żeliwo „dragami”. Tak, tak, tak, dlatego też, ale zwłaszcza dlatego, że jego twórczość jest dokończeniem, przeplatającej się jak heliksa DNA, sinusoidy literackiej, będąc ostatecznie skrzyżowaniem neoromantyków (neuroromantyków) z pozytywistami (czasem raczej negatywistami).

okładka książki

Czarna Bandera – Jacek Komuda

Poranek w niedzielę. Przygotowania do rytuału. Po śniadaniu pora na deser dla ciała – to na talerzyku na stole - i dla ducha – to obok talerzyka. Nowa książka, świeżo zdjęta z półki.
Jeszcze tylko jeden drobiazg – melodia krążąca po łepetynie:

Jeden chłop na skrzyni z IKEI yo hohho
i filiżanka kawy

okładka książki

Jak już mówiłem, był to niedzielny poranek, a zatem pora wybitnie za wczesna na butelkę rumu. W powietrzu unosił się mdląco słodki aromat opium

Lektura zapowiadała się egzotycznie. Nurt piracki jest ostatnio bardzo popularny. Książka, którą trzymałem w ręku, to zbiór sześciu opowiadań, jak się okazało, dosć mrocznych i nieoptymistycznych.
Historie bez happy endu, ale zapewne z głęboko zakamuflowanym przesłaniem. A swoją drogą to ciekawe, czy na przykładzie opowiadania o czasach i ludziach bez moralności, można mówić o prawieniu morałów?

Jakby nie było, opowiadania są raczej dreszczowcami niż próbą ubrązowienia mitu pirata romantyka. Powiem całkiem szczerze, że były chwile, gdy treść tych opowiadań porządnie mnie nastraszyla i cieszyłem się, gdy dwunasta na zegarze oznaczała południe zamiast północy.

Ale zanim o treści, to słówko o formie. Faktycznie nurt piracki i żeglarski jest ostatnio bardzo “na topie” (taki żarcik językowy). Sam jestem świeżo po lekturze kilku tomów Patricka O'Briana. I może właśnie dlatego tak zazgrzytał mi użyty przez Komudę sposób narracji. Używa bowiem bardzo wielu i mocno rozbudowanych porównań. Przymiotnik homeryckich sam ciśnie się na usta. Oczywiście nie brak w nich szeroko pojętej fachowej terminologii żeglarskiej i portowej.
Momentami brzmi to niestety nienaturalnie – zupełnie jakby autor chwalił się, że przeczytał więcej słownikow niż czytelnik. Natłok terminów sprawia, że narrator traci warygodność, tak jakby nie opowiadał prawdziwej historii, tylko próbował nam wcisnąć największy kit pod słońcem.

Ale nie psujmy sobie przyjemności. Po trzech - czterech rozdziałach pierwszej historii można się już przyzwyczaić na tyle, że ten sposób opowiadania nie przeszkadza w śledzeniu wątku.

Sześć krótkich historii, które można w zasadzie równie króko podsumować: zło się opłaca, ale mimo to nie popłaca. Wszyscy źli ludzie, trafiają na ludzi jeszcze gorszych. Nikt nie kończy dobrze, chyba że zachowanie życia bez szans na możliwość zdobycia posiłku można nazwać dobrym rozwiązaniem.

Prawda jest taka, że życie pirata dalekie jest od bajki. Dusza wyklęta już za życia spotyka swoje demony i rachunek sumienia przypływające na łodzi z czarnymi żaglami. Prawda nie daje drugiej szansy. Tę trzeba sobie wziąć samemu, a cena, jaką się przy tym zapłaci, jest zawsze wysoka. Szlachetność się szlachtuje i spożywa na śniadanie, popijając rumem z czaszki wroga.

Czy opowiadania zawierają morał? Nie sądzę. To opowiadania o moralności konkretnej grupy zawodowej. Własny kodeks piratów jest równie surowy, co niejasny. Kapitan jest kapitanem tylko z woli swojego ludu, który tak naprawdę wcale go nie lubi i nie zawsze szanuje. Czasem wybór na kapitana, to nic innego jak nominacja na kozła ofiarnego i bilet na jednoosobowe safari wśród morskich bestii.

Kamil Świątkowski

Fabryka Słów
ISBN: 978-83-7574-000-4




tę książkę dostaniesz również w Amazonka.pl , Merlin.pl oraz Selkar.pl

Maksa zabawy na Maksa

Sobotnie przedpołudnie, kawa ciastko i spokojne zaciszne Zakamarki w Pałacu Kultury w Warszawie. Siedzę i czekam. W tych uroczych okolicznoścaiach umówiłem się na spotkanie i rozmowę z Maksem. Niedługo powienien się pojawić. Wczoraj go poznałem, dziś postanowiłem przedstawić go Wam.

Maks jest nieduży, ale ma olbrzymią osobowość. Jest młody i wie doskonale, że świat wybaczy mu grzechy młodości. Więc grzeszy sobie, jak może. Ma Twarz cherubinka, anielskie loczki i figurę amorka, ale nie dajcie się zwiesć pozorom - Maks to facet z przeszłością i na pewno również z przyszłością. Maks jest Szwedem.

okładka książki

Subskrybuj zawartość