Mogliby kogoś w końcu zabić.

Tytuł – gdyby się uprzeć – mógłby sugerować, że na pierwsze zabójstwo będzie trzeba trochę poczekać. Okazuje się jednak, że w książce trup ściele się gęsto, a nawet bardzo gęsto. A jeśli oczekujecie happy endu i pomyślnego rozwiązania zagadki – cóż...

okładka książki

Mogliby kogoś w końcu zabić to wydana przez Oficynkę kompilacja kryminalnych opowiadań, które mogłyby z powodzeniem zostać zrealizowane jako kolejne odcinki telewizyjnej „Kobry”. Nazwiska autorów poszczególnych opowiadań mogą, ale nie muszą mówić wszystkiego. Bardziej i mniej znani pisarze swobodnie prezentują swój kunszt i charakterystyczny sobie styl. Wielbiciele kryminałów z pewnością nie będą mieli problemów z rozpoznaniem każdego z nich.

Jak przystało na kompilację Mogliby... prezentuje bogatą różnorodność tematów i punktów widzenia. Autorzy korzystają z różnych form narracji, czy zawiązania akcji, a także tła, które otacza główną intrygę. Znaleźć tu można historyczne „political fiction”, odrobinę klasycznego „07 zgłoś się”, czy wreszcie ociekający krwią okultyzm. Jeden z autorów – znany ze swoich historycznych powieści – próbuje skierować nowe podejrzenia, na sprawę zabójstwa Narutowicza – oczywiście w ramach mandatu pisarskiego. Inny zaś zwodzi nie tylko czytelnika, ale i swoich bohaterów, prowadząc intrygę tak krętą od zwrotów akcji, że przypomina raczej górską serpentynę, niż prostą historię. Następny z kolei wyciąga z zanadrza Białego Królika, za którym biegnie malutka Alicja, choć po drugiej stronie lustra czeka na nią...

...raczej nie to, czego się spodziewała. To prawie zupełnie tak, jak moje odczucia z lektury tej książki. Trudno mi powiedzieć, czego tak naprawdę oczekiwałem, ale nie ma to wielkiego znaczenia, bo i tak czekało mnie zaskoczenie. Dlaczego? Być może niektórzy z Was pamiętaja to uczucie z czasów młodości – albo przynajmniej z lat 80-tych, kiedy głównym źródłem książek były biblioteki, a czytanie przyprawiało o wypieki na twarzy? Mogliby... to opowiadania autorów współczesnych, a mimo to wrażenie z przeszłości zaskoczyło mnie przynajmniej kilkukrotnie – zwłaszcza w tych opowiadaniach w stylu noir.

Tytuł – gdyby się uprzeć – mógłby sugerować, że na pierwsze zabójstwo będzie trzeba trochę poczekać. Okazuje się jednak, że w książce trup ściele się gęsto, a nawet bardzo gęsto. A jeśli oczekujecie happy endu i pomyślnego rozwiązania zagadki – cóż... nie zawsze jest kolorowo.

Kamil Świątkowski

Wydawnictwo Oficynka
ISBN: 978-83-62465-02-6




tę książkę dostaniesz również w Merlin.pl oraz Selkar.pl