Nazwanie Bestii – Mike Carey

Kolejne spotkanie z egzorcystą, Felixem Castorem, rozpocząłem z tradycyjną „pewną taką niepewnością”. Dotyczyła ona przede wszystkim obawy czy aby nie zapomniałem do końca, co się wydarzyło ostatnio. Zastanawiałem się również, czy Mike Carey znowu mnie pochłonie – przecież to mało prawdopodobne, żeby komuś udało się utrzymać tak dobry poziom na przestrzeni tylu kolejnych tomów.

okładka książki

A jednak. Od pierwszej strony do ostatniego taktu – na jednym tchu. Takiego właśnie zdania szukałem, bo tylko ono oddaje najlepiej jak bardzo Nazwanie Bestii wciąga czytelnika.
O ile we wcześniejszych tomach nawiązania do wcześniejszych części były nieco luźniejsze i bardziej rozrzucone po całej książce, to tym razem akcja wydaje się być niemal bezpośrednią kontynuacją.
Ditko, łamany przez Asmodeusz(a), jest tym razem głównym obiektem trosk grającego na flecie egzorcysty. Bardzo szybko jednak się okaże, że Castor – sam w pojedynkę – może zapomnieć o uwolnieniu przyjaciela z rąk demona. Kilka zdarzeń pobocznych – tylko pozornie – nie związanych z głównym nurtem akcji, idealnie służy osłabieniu bohatera. Powoli traci on możliwości i miejsca, w których mógłby odpocząć i wreszcie się wyspać. Razem z nimi często traci również przyjaciół, znajomych i pomocników.

Przymierzając się do recenzji każdego z kolejnych tomów przygód Castora zastanawiałem się zawsze, jak nie powiedzieć tego wprost, a jednocześnie dość mocno zasugerować, jak specyficznym bohaterem jest ta postać. Ani to do końca film noir, ani detektyw w sutannie, a już na pewno nie jest on tzw. „bohaterem romantycznym”, choć wydaje się, że łączy w sobie po trochu z każdego... Zaszufladkowanie go jednoznacznie jest chyba niemożliwe, choć wydaje się, że nazwę tej jednej przegródki masz już na końcu języka. Stary, wysłużony płaszcz; zawód, którego nie podejmuje się nikt z poziomem przyzwoitości przekraczającym ten posiadany przez książkę telefoniczną; cięte riposty, wypowiadane z zamiarem, nie tyle urażenia kogoś konkretnego, co trzymania na dystans wszystkich, którzy mogliby ucierpieć na zbyt bliskim kontakcie z tym konkretnym egzorcystą; i wreszcie – niezliczone i nieskończone obijanie każdej kości i mięśnia – hobby, któremu Castor oddaje się namiętnie niemal codziennie. Wszystkie te czynniki przybliżają postać niemal do poziomu bliskiego znajomego, ale „nazwiska” i tak nie można sobie przypomnieć.

Nazwanie bestii jest pod kilkoma względami najintensywniejszą częścią przygód Castora. Więcej ofiar, więcej połamanych kości, demonów, duchów i wkurzonych kobiet. To również część, która stara się zamknąć jedną główną historię, rozwiązując również kilka pomniejszych. Oczywiście Castor chciałby, aby większość z nich zakończyła się na tyle szczęśliwie, na ile może się to przytrafić cynikowi, który sam chyba nie wierzy w szczęście.

Sprzymierzanie się z diabłem, by zwyciężyć jeszcze większe zło, korumpowanie pracowników uznanych organizacji paranaukowych czy wreszcie celowe wprowadzanie w błąd znienawidzonej konkurencji – to tylko część środków do osiągnięcia sukcesu, a na koniec...

...i tak ktoś będzie zaskoczony.

Kamil Świątkowski

Wydawnictwo MAG
ISBN: 978-83-7480-207-9




tę książkę dostaniesz również w Amazonka.pl , Merlin.pl oraz Selkar.pl