Książki i listy pisane odręcznie mają w sobie potężną i egzotyczną siłę. Obie te formy pomagają przenieść się w inne czasy, w inne miejsce, a czasem w jedno i drugie jednocześnie. Wszystko zależy od wyobraźni i pióra autorów. Nie wiem, jakim oficerem był Frederick Burnaby, ale piórem władał bardzo dobrze.

Temat dynastii Tudorów jest bez wątpienia jednym z bardziej eksploatowanych – zarówno w literaturze jak i w kinie. Historii tego rodu nie trzeba koloryzować – wystarczy ją rzetelnie opisać, a materiału wystarczy na niejedną książkę sensacyjną i kilka romansów. Ale Elżbieta Wielka nie popierała romansów.

Bizancjum to zdecydowanie jeden z ciekawszych półkowników, z jakimi miałem ostatnio do czynienia. I również jeden z bardziej praktycznych. Dla tych, którym wydaje się, że samo słowo ”Bizancjum” kryje w sobie wiele tajemnic wydawnictwo Rebis przygotowało książkę z kilkoma niespodziankami. Dla innych – którym temat nie jest całkowicie obcy – ta książka, to cenne źródło informacji.

Niewykluczone, że Templariusze, to najbardziej nieznany “znany” zakon. Nagromadzone przez nich rzekome skarby, były równie sławne, co tajemnicze. Bez wątpienia zasługiwali na miano królewskich księgowych ale ich wartość dało się zmierzyć nie tylko złotem.

Jeśli spojrzeć na historię Rzymu – od jego początków – to musimy zauważyć jak wiele osiągnięć z jego antycznych czasów jest obecnych w naszym życiu dzisiaj. Nie można nie docenić wszelkich zdobyczy i dobrodziejstw cywilizacyjnych. Ale Rzym dał nam nie tylko służbę zdrowia, dobre drogi, akwedukty oraz igrzyska. Dzięki Rzymowi mamy również mocne podstawy prawne, ale i liczne wyjątki od reguł.

Chyba każdy miał w życiu taki moment, kiedy pomyślał – gdybym wtedy zdecydował inaczej wszystko potoczyłoby się znacznie lepiej. Każdy też zastanawiał się zapewne, czy odpowiednio wcześnie dokonana egzekucja Hitlera, czy Stalina zapobiegła tylu smutnym wydarzeniom z historii.
Wydawnictwo Muza wydało album, w którym zebrano 1001 podobnych dni, które, jak się okazało, miały historyczne znaczenie.

“Miejska legenda” to niezwykle sugestywne narzędzie w ręku..., a właściwie w ustach doświadczonego opowiadacza. To właśnie z takich lokalnych historii i plotek wszelkiej maści przybysze dowiadują się najciekawszych informacji. Żadne miasto nie jest od nich wolne, a już na pewno nie Warszawa.

Moja droga do tej książki była chyba równie długa, jak sama podróż Marco Polo. W odróznieniu jednak do podróżnika, ja bardziej przypominałem sójkę. Za każdym razem, kiedy próbowałem się zabrać do lektury, pojawiała się inna, na pierwszy rzut oka ciekawsza. Poza tym wydawało mi się, że wiem o tej historii wystarczająco dużo, więc nie potrzebowałem poszerzać swojej wiedzy, aż tak nagle. Oczywiście byłem w błędzie.

Każdy, kto choć trochę interesował się historią na pewno, przynajmniej raz, zadał sobie pytanie o losy świata bez kluczowych, przeważnie negatywnie odbieranych, postaci. Jednym z najpopularniejszych nazwisk w takich statystykach jest oczywiście Hitler.

Są książki, które świetnie się czyta, cudownie o nich opowiada, wybuchają fajerwerkami w wyobraźni... a potem odstawione na półkę czekają, by znów po nie sięgnąć. Ale nie oszukujmy się. Przy tylu nowych tytułach rocznie beletrystyka musi poważnie zabłysnąć, żeby przyciągnąć uwagę raz jeszcze.
