Książka Łysiaka w bardzo chaotyczny sposób opowiada pewną historę z XIII wieku. Łatwo się w niej zgubić, a kolejne rozdziały tylko podkręcają tempo. Ten chaos jest jednak bardzo silną stroną Psów Tartaru.

Na początku wszystko zdawało się przemawiać przeciwko tej książce. Debiutujący autor – a właściwie nawet debiutujący autor “zbiorowy”, bo książka została napisana przez dwie panie i rzeszę doradców – tom zapowiadany, jako początek sagi, tematyka “dorosłej” młodzieży, a do tego wszystkiego całość została osadzona w realiach prowincji Południa Stanów Zjednoczonych. Czy ta książka mogła mnie zaskoczyć? A jednak...

Muszę szczerze przyznać, że jest to jedno z największych zaskoczeń, jakie przydarzyły mi się w tym roku. Owszem – nie czytałem książek Magdaleny Kozak wcześniej, a wydawnictwo Bellona kojarzyło się bardziej z książkami stricte historycznymi niż z fantastyką, - ale to wszystko nie powinno usprawiedliwiać rezerwy z jaką podszedłem do Fioletu.

Pierwsze spojrzenie na gryzący w oczy róż okładki wystarczył, by uruchomić sieć skojarzeń i domysłów. Co może kryć w sobie książka naznaczona takim kolorem i czy właściwie chcę to czytać. Wątpliwości zostały rozwiane dość szybko. Chociaż...

Jakkolwiek niezręcznie może to zabrzmieć, to jednak przyznaję, że w tytułach wydawanych przez “Naszą Księgarnię” jest coś, co pozwala mi szczególnie ciepło odnieść się do zaimka “nasza”. Nie chodzi jednak tylko o książki, które pamiętam z dzieciństwa, ale także o zdecydowanie nowsze pozycje.

Muszę to przyznać - zawsze zazdrościłem Krzysiowi wyobraźni tak żywej, że poruszała wszystkie pluszaki w pokoju – i to w stopniu zauważalnym przez prawie cały świat. Jednak, gdy przeczytałem, że powodem jego nieobecności w Stumilowym Lesie – przez prawie osiemdziesiąt lat – była szkoła, moje uczucie zazdrości mocno osłabło.

Książki i listy pisane odręcznie mają w sobie potężną i egzotyczną siłę. Obie te formy pomagają przenieść się w inne czasy, w inne miejsce, a czasem w jedno i drugie jednocześnie. Wszystko zależy od wyobraźni i pióra autorów. Nie wiem, jakim oficerem był Frederick Burnaby, ale piórem władał bardzo dobrze.

Czy mieliście kiedyś to wrażenie, że wszystko dokoła nie jest takie jak powinno? Czy czuliście, że czarne, jest białe, a ogólnie poważane i szlachetne autorytety nie są tym, za kogo się podają? Czy nie wydawało wam się, że rycerz w lśniącej zbroi i o nienagannych manierach tak naprawdę “jedzie” tylko na dobrej prasie, a ludzie klaszczą choć są w błędzie? I co wtedy robicie?

Książki dla dzieci mają tę wspaniałą cechę, że czytają się szybko i w większości całkiem łatwo. Co ważniejsze – takie książki opowiadają w niezwykle przystępny sposób o sprawach poważnych, wielkich, a często i bardzo dorosłych – nawet tak dorosłych jak strach.

Temat dynastii Tudorów jest bez wątpienia jednym z bardziej eksploatowanych – zarówno w literaturze jak i w kinie. Historii tego rodu nie trzeba koloryzować – wystarczy ją rzetelnie opisać, a materiału wystarczy na niejedną książkę sensacyjną i kilka romansów. Ale Elżbieta Wielka nie popierała romansów.
