Recenzje

warning: Creating default object from empty value in /home/users/chorosnet/public_html/pk2/modules/taxonomy/taxonomy.module on line 1388.

Prezencik

Lipiec to taki miesiąc, kiedy prawie nic się nie chce. No... może z wyjątkiem dla wyjazdów na wakacje, kąpieli w morzach i basenach, dreptania po górach i tym podobnych atrakcji. W redakcji doszliśmy do wniosku, że nie najgorzej znosimy również pojawianie się wszelkiej maści prezentów. Nie zawsze jednak udaje nam się je rozpakować o właściwej porze.

pudełko

Świat Lodu i Ognia – George R. R. Martin

Stara sportowa prawda mówi, że gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Osobiście chętniej zgodziłbym się z przekonaniem, że dobra książka – przeczytana na wyjeździe – jest jeszcze lepsza. Na wszelki wypadek postanowiłem tę swoją teorię potwierdzić (ponownie). Akurat część redakcji wyjechała na urlop.

okładka książki

Kiksy klawiatury – Terry Pratchett

- Dlaczego w tej rzece jest tak mało wody?
- Tego nawet Bug nie wie.

Kiedy na biurku zobaczyłem okładkę Kiksów klawiatury, od razu pomyślałem sobie, że będę miał kolejne opóźnienia w pisaniu pozostałych recenzji. To jedna z tych słabości, któych nie potrafię ukryć – Pratchett ma zawsze najwyższy priorytet. Byłem przekonany, że książkę przeczytam w dwa dni i recenzja będzie tylko formalnością.

okładka książki

Demon ruchu i inne opowiadania – Stefan Grabiński

Bywa tak że ruszam się, a raczej toczę, wpierw tylko ociężale, by nabrać zawrotnej, rekiniej prędkości dokładnie w chwili, gdy zbliżam się do postawionej w galerii handlowej wyspy z księgarską taniochą. Furkotanie latającego papieru, nurkowanie do samego dna (moralnego) a potem pytanie do wystraszonej sprzedawczyni: „czy dostanę zniżkę?”. Tak naprawdę „Demona ruchu” chciałem nabyć już dawno w normalnej cenie, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Biorąc pod uwagę że gros opowiadań już znałem z internetu, dla tych kilku nieznanych żal było wytrząsnąć z kabzy. A tu gratka, tanio, ładnie wydane, twarda oprawa. Znacie to uczucie kiedy wyrywacie i walczycie do upadłego o skarb, który ma tylko dla was jakąkolwiek wartość. Nie? No to nie jesteście nerdami, mięczaki.

okładka książki

Broadchurch – Erin Kelly

Mówi się, że ciekawość nie prowadzi do niczego dobrego. Cóż – nie zawsze spodobają nam się odpowiedzi, które usłyszymy. A jednak... ciągle coś nas zaciekawia. I tak – z czystej ciekawości sięgnąłem po Broadchurch – bo serial był podobno sukcesem...

okładka książki

Założyciele Imperium – A. Kalinin, P. Tyulenev

Kiedy już wypiliśmy sobie w redakcji naszą niedzielną poranną kawę, przyszła pora na zrobienie czegoś niecodziennego. Po sobotniej burzy poranek wydawał się bardzo spokojny – może nawet zbyt spokojny. Postanowiliśmy więc zaprowadzić nowy porządek – a konkretnie założyć nowe imperium. Świetnie się złożyło, bo akurat otrzymaliśmy do testów zestaw małego Imperatora.

pudełko

Tajemnicza historia wampirów – Claude Lecouteux

Są takie dni kiedy swą pradawną, samczą potrzebę łowów zaspokajam grzebaniem w śmietniskach literatury i składach wyprzedażowych książek, czyli tam, gdzie wegetują książki, którym niewiele zabrakło do wielkości, lub też nikt ich dawnego blasku nie chce już oglądać. Dłonie jakoś same sięgnęły po czarną, przedstawiającą w zasadzie nic, okładkę a oczy prześlizgnęły się po tytule.

okładka książki

Kakao – Phil Walker-Harding

Niedziele mają swoje rytuały. Najpierw pobudka, trochę krzątaniny, śniadanie, a może i odświętny deser. A do tego kawa. Tym razem jednak było odrobinę inaczej. Tej niedzieli na stole pojawiło się Kakao. I niedziela wyglądała nieco inaczej.

pudełko

Długi Mars – Stephen Baxter, Terry Pratchett

Nie mogę powiedzieć, że spodziewałem się znaleźć w tej książce wyjątkowo obszernych rozdziałów poświęconych Marsowi. Nie w przypadku Pratchetta. Po pierwsze, Sir Terry nigdy nie podawał tak oczywistych wskazówek w tytule. Po drugie – zdecydowanie bardziej wychodzi mu obserwowanie i opisywanie zachowań i zwyczajów mieszkańców Ziemi. No... ale o Marsie też będzie.

okładka książki

Ene due śmierć... – M. J. Arlidge

Chyba wszyscy znamy jedną czy kilka wersji tej wyliczanki. Ja, na przykład, jeszcze jako dziecko bardzo intensywnie zastanawiałem się, czy ta żaba połknięta przez bociana, to ta sama, która go potem połknęła. Kompletnie ignorowałem zagadnienie fizycznej możliwości takiego połknięcia. Niedawno Redackyjny Chochlik nawet przypomniał mi tę wyliczankę. No i wtedy do redakcji przyszedł ten list.

okładka książki

Subskrybuj zawartość